O wydarzeniu
W ramach 41. Jesieni z Bluesem zapraszamy na koncert
Steve Marriner Trio
21 listopada 2026, godz. 23:30 Klub Fama, ul. Legionowa 5 bilet: 50 zł – do kupienia od 29 października, od godz. 17:00 – w kasach Kina Forum i Centrum im. Ludwika Zamenhofa oraz online, karnety na cały festiwal (290 zł) będą do nabycia w kasie Kina Forum i online
Steve Marriner
Artysta, którego polskiej publiczności nie trzeba przedstawiać! Przez ostatnią dekadę wielokrotnie gościł na naszych scenach jako jeden z filarów grupy MonkeyJunk, kanadyjskiego tria bluesowego, od ponad 13 lat entuzjastycznie przyjmowanego przez fanów i krytyków po obu stronach Atlantyku. Tym razem (jesienią 2026 roku) przyjedzie do Europy w zupełnie nowej roli: jako lider własnego projektu solowego, z bogatym bagażem doświadczeń i dwoma głośnymi albumami, które ugruntowały jego pozycję jednego z najważniejszych głosów współczesnego bluesa.
Trudno znaleźć drugiego takiego muzyka. Urodzony w Ottawie, od lat związany z Toronto, multiinstrumentalista grający na harmonijce, gitarze, basie i klawiszach, wokalista i autor piosenek funkcjonuje w permanentnym ruchu. Kanadyjski magazyn branżowy nie bez powodu ochrzcił go mianem „Szwajcarskiego Scyzoryka”: ktokolwiek go słyszał, wie, że to określenie nie jest na wyrost. Z MonkeyJunk nagrał sześć albumów i zgarnął imponującą kolekcję nagród Juno oraz Maple Blues Awards, a sam zespół przeszedł do historii jako pierwsza kanadyjska grupa, która zdobyła Blues Music Award w Memphis. Równolegle Marriner przez lata był muzycznym partnerem Colina Jamesa (na scenie i na znakomitej płycie „Miles To Go”), razem z Harrym Manxem nagrał okrzyknięty albumem roku duet „Hellbound for Heaven” (2019), jako gitarzysta towarzyszył Paulowi Reddickowi, przy różnych instrumentach zasiadał u boku Samanthy Martin & Delta Sugar, a jako producent poprowadził m.in. sesje dla Davida Gogo i Big Dave’a McLeana (obaj artyści otrzymali za te płyty nominacje do Juno Award w kategorii Blues Album of the Year 2025). „Stanie w miejscu odczuwam jako cofanie się” – mówi wprost. „To uczenie się nowych rzeczy podtrzymuje mnie przy życiu jako artystę”.
Jego debiut solowy „Hope Dies Last” (2021) przyniósł mu nominację do Juno Award i pokazał, że Marriner ma do powiedzenia znacznie więcej, niż mieści się w formule jakiegokolwiek zespołu. Album nagrany z udziałem piętnastu muzyków był stylistycznie szerszy niż cokolwiek, co sygnował wcześniej – blisko mu do amerykańskiej tradycji muzyki roots, ale nie brakowało mu też bluesowego żaru, ani chwil prawdziwej czułości. Są tu piosenki zrodzone z osobistego kryzysu i piosenki zrodzone z przypadku – jak „Petite Danse” napisana w drodze, w dniu, w którym radio doniosło o śmierci Dr. Johna, a Marriner zamiast się smucić, włączył nowoorleański funk i zaczął układać słowa po francusku. To pierwsza w jego życiu piosenka w obcym języku – i podobno każdy, komu ją zagrał, w końcu zaczyna tańczyć.
Nie minęły cztery lata, a Marriner wrócił z kolejnym solowym albumem. „Hear My Heart” (2025, Cordova Bay Records) nagrał w swoim własnym studiu na farmie w Baltimore w Ontario, w otoczeniu sprawdzonych przyjaciół i muzyków – gitarzysty Jimmy’ego Bowskilla, organisty Jessego O’Briena, perkusisty Gary’ego Craiga i basisty Darcy’ego Yatesa. Tym razem grał na własnych zasadach i we własnym tempie: bez zegarka na ścianie, bez presji, za to z pełną kontrolą nad brzmieniem, bo produkcją i miksem zajął się sam. Efekt jest znakomity: płyta zbiera entuzjastyczne recenzje, a krytycy zgodnie wskazują na mistrzowskie połączenie piszącego z sercem autora z muzykiem, który potrafi zrobić z każdego instrumentu coś wyjątkowego. Singiel „Straight Line” z jego funkowym, country-bluesowym groovem już teraz zapowiada się na przebój! „Hear My Heart” otrzymał nominację do Juno Award w kategorii Blues Album of the Year 2026 oraz nominację do Canadian Blues Music Awards za Electric Blues Recording of the Year, a Marriner jest też w tym roku nominowany w kategoriach Blues Producer of the Year i Harmonica Player of the Year.
Polska trasa w listopadzie 2026 roku to pierwsza okazja, by zobaczyć go po tej stronie kuli ziemskiej właśnie w tej odsłonie – bez MonkeyJunk, za to z własnym repertuarem, własną energią i własną opowieścią. Dla tych, którzy znają go z poprzednich wizyt, będzie to zupełnie nowe spotkanie. Dla tych, którzy słyszą to nazwisko po raz pierwszy – najlepszy możliwy punkt wejścia!